<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-8237507376089889607</id><updated>2012-03-02T09:01:21.307-08:00</updated><category term='podróż'/><category term='kawiarnie'/><category term='woda'/><category term='książki'/><category term='park'/><category term='pierwszy raz'/><title type='text'>między parkami</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>szast.prast</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03385730891711482035</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-jgmieVXZXxg/TrWeNm4jiNI/AAAAAAAAABs/c0HwC_3REbA/s220/SAMA-190611-3215.JPG'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>24</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8237507376089889607.post-1303933263559970114</id><published>2012-03-02T07:41:00.003-08:00</published><updated>2012-03-02T08:29:50.068-08:00</updated><title type='text'>ciur</title><content type='html'>Ciur ciur z nosa, i dziś wyjątkowo też z nieba. Zazwyczaj deszcze są tu jak rozkręcone na maksa prysznice; nagle niebo się nadyma, zaciąga ołowianym sińcem, robi łubudubu i po sprawie. Dziś jednak padało w angielskim stylu; nużąco i rozwlekle.&lt;br /&gt;Ciur z nosa pojawił się za to na tle (a)klimatyzacyjnym. Ciężki był ten tydzień; wszyscy dotkliwie odczuliśmy na czym polega azjatycki styl pracy. W R. wydaniu polega głównie na wciskaniu niezapowiedzianych nadgodzin, z których nie można nijak się wykręcić, bo w perspektywie: wcześniejsze odesłanie niepokornego pracownika do domu.&lt;br /&gt;A bywa jeszcze trudniej. Roxi o smukłych nogach, płaskim brzuchu i orzechowej skórze, rumuńska mama Emmy, która przeprowadziła się tu z mężem-producentem gierek (&lt;i&gt;- Zabijanie potworów, strzelanie do kaczek&lt;/i&gt;), rozprowadzanych potem na azjatyckich platformach, opowiadała mi, gdy stałyśmy po uda w ciepłym jak zupa morzu, o ich wspólnym życiu. Nie chcesz przyjść do pracy w weekend, bo żona wtedy pracuje i ktoś się musi zająć Emmą? Weź gosposię, jak wszyscy. Chcesz wyjść o 22? Przynosisz wstyd firmie. Spóźniasz się 10 minut? Cut-off. Ale nie myśl, że pójdziesz do domu, położysz się w klimatyzowanym salonie i odkapslujesz schłodzonego Tigera&amp;nbsp; - no po co siedzieć przy biurku do nocy, skoro nikt ci za to nie zapłaci. Nie, nie. Musisz wciskać tyłek w krzesło, aż ci zdrętwieje. Nawet niewykorzystanej przerwy na obiad sobie nie odliczysz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oprócz poszerzających horyzonty spotkań, mamy też na koncie pierwszą wizytę u lekarza. Bo zanim u mnie pojawił się ciur, Dzika ścisnęła gorączka. Nic ekstremalnego; jakieś 38 z kawałkiem. Ale gorączka na równiku to nie to sama co domowa; więc pojechaliśmy do centrum medycznego. Wybór był przypadkowy; na miejscu jednak okazało się, że dzielnica jest wyjątkowo wytworna (wśród sąsiadów: Pan Dior, Pan Gucci, Pani Miu Miu). Wytworna była również i cena: 80 singapurskich dolarów za 10-minutową konsultację. Najpierw pomiary, przeprowadzone przez chińską pielęgniarkę i udokumentowane singapurską pieczęcią w Dzikowej książeczce zdrowia. Potem krótka zabawa na dywanie, w oczekiwaniu na audiencję. Wreszcie i ona: &lt;i&gt;- Mummy, come with me. The doctor is waiting.&lt;/i&gt; - pielęgniarka wzięła mnie pod rękę i poprowadziła w czeluść mikro-kliniki. - &lt;i&gt;Kaszel? Katar? Biegunka? Wymioty?&lt;/i&gt; - dopytywał nienaganną brytyjską angielszczyzną chiński lekarz, dokonując inspekcji strategicznych części ciała mego dziecka. - &lt;i&gt;Nie, nie, nie, nie&lt;/i&gt; - odpowiadałam jak zahipnotyzowana, wpatrując się w wiszące na ścianach wota: listy dziękczynne, listy pochwalne, referencje, zdjęcie dziecka, ocalonego przez chińskiego lekarza, wklejony w kolorowy papier artykuł, który opowiadał o pianistycznej pasji chińskiego lekarza, wysłany przez pacjenta, który w swej tropicielskiej wdzięczności jest skuteczniejszy niż nowy, zreformowany Google. - &lt;i&gt;A więc to nie malaria? Nie denga? &lt;/i&gt;- upewniałam się. - &lt;i&gt;Ach nie. Zwykłe przeziębienie. Gdyby jednak się coś działo, proszę natychmiast przyjechać.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na pożegnanie dostaliśmy rachunek zaprojektowany jak papier skarbowy, alarmowy nr telefonu i płytę sponsorowaną przez koncern produkujący odżywki dla dzieci, stymulującą rozwój mowy. Zakres wiekowy: 1-3 lata. W hotelu Dziko dostał błyskawicznej biegunki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;[Spojrzałam potem na wykaz cen: 80 singapurskich dolarów (jakieś 200 zł) było ceną za 15 minutową konsultację. Zmieściliśmy się. Gdyby tak nie było, płacilibyśmy kolejne 50 za każde następne 15 minut. Chińscy pediatrzy z brytyjskimi dyplomami znają swoją wartość. Rachunek zostanie przedstawiony ubezpieczycielowi]&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://img716.imageshack.us/img716/6518/dsc4503.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://img716.imageshack.us/img716/6518/dsc4503.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8237507376089889607-1303933263559970114?l=dzik-jest-dziki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/feeds/1303933263559970114/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2012/03/ciur.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/1303933263559970114'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/1303933263559970114'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2012/03/ciur.html' title='ciur'/><author><name>szast.prast</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03385730891711482035</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-jgmieVXZXxg/TrWeNm4jiNI/AAAAAAAAABs/c0HwC_3REbA/s220/SAMA-190611-3215.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8237507376089889607.post-3691740609131713207</id><published>2012-02-27T09:20:00.003-08:00</published><updated>2012-02-28T19:30:30.415-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='woda'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='park'/><title type='text'>zoo</title><content type='html'>Gdybyśmy trafili tu tydzień temu, to Dzik pewnie na stałe przykleiłby się do mojej łydki. Wolnowybiegowe orangutany - ok, cała szympansia rodzina, w tym matka ze świeżym oseskiem u szympansiego biustu - świetnie, białe tygrysy, majestatyczne brodzące w zielonej rzece - jeszcze lepsze. Mnóstwo przestrzeni, las deszczowy wokół, orchidee w naturalnym środowisko - cudownie, ale wszystko blednie wobec tego, co czeka w strefie dziecięcej. Wielki SPLASH! Absolutna wodna ekstaza! Sto sikawek, tuneli wodnych, łuków, rozchybotanych wiaderek z wodą zawieszonych nad głowami, które przelewają się akurat w tym momencie, gdy się pod nimi ustawi. Giga-kałuża wyłożona tym sprężynującym czymś, czym wykłada się teraz place zabaw. Ogromna, systematycznie zwilżana konstrukcja ze schodami, zjeżdżalniami, kaskadami i wielkim wodospadem, spadającym z hukiem co jakieś 10 minut, gdy napełni się balia wielkości sporem łodzi, kołysząca się na samym jej czubku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzik, który przyzwyczaił się już do nowego, bardzo nasyconego wilgocią sposobu spędzania czasu, nie próżnował; doskonalił się w sztuce zatykania sikawek (coraz lepiej mu to idzie). Ja też się nie leniłam; bo gabaryty i rozmach instalacji sprawiają, że rodzic nie może sobie zasiąść na ławeczce, obserwując z daleka taplające się w kałuży dziecię. No chyba, że nie jest w pojedynkę. Ja byłam, więc po kwadransie kiecka mi nasiąknęła całkowicie wodą, łopocząc między nogami jak sztandar wymęczony korowodem następujących po sobie świąt narodowych. Na następną wizytę w singapurskim zoo muszę sobie zorganizować surferski ałtfit. Ech, równikowe życie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://img31.imageshack.us/img31/5894/dsc4530cv.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://img31.imageshack.us/img31/5894/dsc4530cv.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://img831.imageshack.us/img831/5397/dsc4573a.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://img831.imageshack.us/img831/5397/dsc4573a.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://img193.imageshack.us/img193/2434/dsc4561i.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://img193.imageshack.us/img193/2434/dsc4561i.jpg" width="640" /&gt; &lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Korzystanie z placu (i innych atrakcji znajdujących się w dziecięcej części parku: tyrolek, zaawansowanych konstrukcji do igraszek z błędnikiem, sztucznej przeprawy przez rzekę) jest w cenie biletu wstępu do zoo (dorośli: 20 dolarów, dzieci od 3 lat w górę: 14 dolarów; Dzik i jemu podobni: za darmo). Przy placu są przebieralnie z prysznicami (zaprojektowanymi tak, aby cieszyły dziecięce oko), umywalnie ze zlewami na odpowiedniej wysokości, kibelki i pokój z wizerunkiem butelki na drzwiach (cycek nie przeszedłby pewnie przez singapurską moralną cenzurę). Jest też KFC:-) i duży, schowany pod dachem teren ze stołami i ławkami na których można się rozsiąść z własnym piknikiem.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Każde z urządzeń na dziecięcej ścieżce zdrowia jest wyposażone w tabliczkę z informacją o minimalnym wieku albo wzroście potencjalnego użytkownika, a &lt;/i&gt;&lt;i&gt;na tablicy z instrukcją obsługi mokrego placu wisi informacja, że dzieci niższe niż 110 cm muszą być superwizowane przez dorosłych.&lt;/i&gt;&lt;i&gt;. W Singapurze lubią segregować dzieci wg wzrostu, a nie wieku. W metrze maluchy o wzroście większym niż 110 cm muszą mieć swój własny bilet na metro; przy bramkach stoją miarki wzrostu. &lt;/i&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8237507376089889607-3691740609131713207?l=dzik-jest-dziki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/feeds/3691740609131713207/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2012/02/zoo.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/3691740609131713207'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/3691740609131713207'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2012/02/zoo.html' title='zoo'/><author><name>szast.prast</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03385730891711482035</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-jgmieVXZXxg/TrWeNm4jiNI/AAAAAAAAABs/c0HwC_3REbA/s220/SAMA-190611-3215.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8237507376089889607.post-5759416703027341995</id><published>2012-02-26T08:49:00.002-08:00</published><updated>2012-02-26T09:18:49.766-08:00</updated><title type='text'>sentosa</title><content type='html'>Na początku Dzik był trochę onieśmielony. Trzymał się mojej łydki, przysiadywał na wyprofilowanym krawężniku, który jak falbanka wykańczał nieckę. Grzebał patykiem w ziemi. Podnosił z ziemi paprochy i bacznie je oglądał. Wdrapywał się na ławki. Robił wszystko, tylko nie widział słupów wody tryskających z dziur w wylepionej kamyczkami niecce, że nie słyszy popiskiwań czeredy, która na mokrym placu zabaw robiła wielki splashing. Potrzebował kilku kwadransów, żeby do nich dołączyć.&lt;br /&gt;Teraz, po trzech rundkach na mokrym placu w Ogrodzie Botanicznym, Dziko jest koneserem splashingu. Dziś zaliczył dwa mokre place na Sentosie; pewnie na wyspie jest ich więcej, ale nie starczyło nam dnia, żeby obejrzeć całą. &lt;br /&gt;Ależ była zabawa - kosmopolityczna!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://img820.imageshack.us/img820/8738/dsc4454r.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://img820.imageshack.us/img820/8738/dsc4454r.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://img38.imageshack.us/img38/1493/dsc4335c.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://img38.imageshack.us/img38/1493/dsc4335c.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8237507376089889607-5759416703027341995?l=dzik-jest-dziki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/feeds/5759416703027341995/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2012/02/sentosa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/5759416703027341995'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/5759416703027341995'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2012/02/sentosa.html' title='sentosa'/><author><name>szast.prast</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03385730891711482035</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-jgmieVXZXxg/TrWeNm4jiNI/AAAAAAAAABs/c0HwC_3REbA/s220/SAMA-190611-3215.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8237507376089889607.post-1885550113048419630</id><published>2012-02-23T08:16:00.000-08:00</published><updated>2012-02-23T08:16:15.437-08:00</updated><title type='text'>mufin</title><content type='html'>Gęsty rosół z płetwy rekina, z wiórkami z krabiego mięsa, serwowany w wydrążonym arbuzie - Dzik wyciąga ręce po kolejną łyżkę, oblizuje się, "am!" krzyczy. Kuchnia południowych Chin - bdb.&lt;br /&gt;Krem marchwiowo-imbirowy, na mleku kokosowym - pychota!&lt;br /&gt;Singapurskie dwukolorowe nudle z owocami morza - wybiórczo; nudle wędrują do buzi, ale owoce morza lądują na chodniku przy wejściu do rezerwatu lasu deszczowego.&amp;nbsp; Trochę jestem niespokojna zanieczyszczając publiczną przestrzeń (w końcu to kraj w którym kara za jedzenie w metrze wynosi 500 dolarów, czyli przeliczając na nasze jakieś 1200 zł), ale natura przychodzi mi z pomocą. Mrówki błyskawicznie formują drżący pas transmisyjny do nadgryzionej krewetki.; zawsze mnie obezwładnia szybkość, z jaką tropikalne insekty unicestwiają organiczne szczątki.&lt;br /&gt;Chrupiące pappadamy - świetnie, dajcie więcej, tak dobrze się je rozgniata palcami. Dosa, która jest moim ukochanym typem hinduskiego pieczywa, nie jest tak wdzięcznym tworzywem do robienia chlewu, więc nie cieszy się Dzika poważaniem.&lt;br /&gt;Jajecznica z ostrygami - lokalny specjał sprzedawany ze straganu pod gołym niebem - mniam mniam.&lt;br /&gt;Śniadaniowy arbuz - no, ewentualnie. Ananas, melon, papaja - są pogardliwie odsuwane. Chyba że występują w postaci soku; wtedy chłopczyk wciąga je, przez słomkę z rozkoszą. Podobnie zresztą jak świeżo wyciskane mleko sojowe (muszę podejrzeć jak oni to tu robią), zieloną herbatę z miodem i cytryną, chłodne mleko ze świeżo rozłupanego kokossa oraz mango lassi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wychodzi na to, że rośnie nam wyedukowane kulinarne dziecię. Ale to pozory; Dziko najchętniej wciągałby cały dzień paskudne, kapiące słodyczą, E-pachnące, zapocone mufiny, sprzedawane w foliowych torebkach w 7 Eleven, serwowane w naszym hotelu na śniadanie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8237507376089889607-1885550113048419630?l=dzik-jest-dziki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/feeds/1885550113048419630/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2012/02/mufin.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/1885550113048419630'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/1885550113048419630'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2012/02/mufin.html' title='mufin'/><author><name>szast.prast</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03385730891711482035</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-jgmieVXZXxg/TrWeNm4jiNI/AAAAAAAAABs/c0HwC_3REbA/s220/SAMA-190611-3215.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8237507376089889607.post-916126303896904633</id><published>2012-02-21T10:36:00.000-08:00</published><updated>2012-02-21T10:36:18.529-08:00</updated><title type='text'>sen</title><content type='html'>Druga dziesięć (tak, 2:10) - można wreszcie się napić, wysikać, usiąść z komputerem na podołku i przez chwilę przed zaśnięciem dysponować sobą na 100%.&lt;br /&gt;Nie jest łatwo. Dzik rozregulował nam się kompletnie. Przez trzy ostatnie noce budził się po kilku godzinach od zaśnięcia; między 1:45 a 3:00. Oczy pałające, tata! z akcentem wznoszącym i błyskawiczny siad pośród betów. Dajcie mi tu coś do zabawy, byle szybko! Pierwszej nocy R. wziął na siebie superwizowanie balangowicza, drugiej: ja. Wczoraj robiliśmy to razem, czytając sobie, dla otuchy, na głos co lepsze kawałki z "Rodzicielstwa przez zabawę". Nomen omen?&lt;br /&gt;Każdej nocy przerwa zaczynała się wcześniej i wcześniej kończyła - jakby chłopczyk systematycznie zjadał siedmiogodzinną różnicę i przesuwał godziny wskazówki swojego wewnętrznego czasomierza. Dziś, mam nadzieję, w ogóle jej nie będzie, ufam, że wkleiła się w popołudniowy odcinek życiowej aktywności Dzika. Dziś: wyjątkowo wybuchowej. Chłopak zasnął mi na plecach, gdy zachodziło równikowe słońce (zachodzi szybko, na raz dwa), a obudził się gdzieś w połowie kolacji. Szwung trzymał go do ostatniej chwili; puścił dopiero kwadrans temu, gdy R. wpadł na genialny w swej prostocie pomysł, umruczał chłopczyka do nieprzytomności.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8237507376089889607-916126303896904633?l=dzik-jest-dziki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/feeds/916126303896904633/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2012/02/sen.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/916126303896904633'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/916126303896904633'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2012/02/sen.html' title='sen'/><author><name>szast.prast</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03385730891711482035</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-jgmieVXZXxg/TrWeNm4jiNI/AAAAAAAAABs/c0HwC_3REbA/s220/SAMA-190611-3215.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8237507376089889607.post-2174167596316714368</id><published>2012-02-19T08:46:00.000-08:00</published><updated>2012-02-19T08:46:18.104-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż'/><title type='text'>bilet</title><content type='html'>Nie przestawiłam jeszcze zegarka. 17:00 w Polsce, a tu północ. R. już śpi, Dziko obok. Jetlag nas całkowicie rozregulował, może jutro odpuści? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trudna podróż za nami; nie wyobrażam sobie tego lotu jako pojedyncza matka, a taki scenariusz był możliwy. Po raz pierwszy przytrafiła mi się sytuacja jak podróżniczego horroru: pojawiam się na lotnisku, wyciągam paszport i bilet, a biletu... nie ma. Mimo, że jest wirtualny, więc teoretycznie - niezniszczalny. Kiedyś, gdy podróżowało się z analogowymi biletami, książeczki z kartkami do wyrywania pilnowało się jak oka w głowie, teraz, gdy dystrybucją biletów rządzi amadeus, nawet papierowy wydruk potwierdzenia zakupu nie jest nic wart, gdy amadeusowi zdarzy się stracić czujność.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Nie ma pani na liście. Ani pani dziecka &lt;/i&gt;- usłyszałam, gdy doczłapaliśmy się z trzema walizkami, wózkiem i podekscytowanym chłopakiem (skąd u licha, on wie, kiedy szykuje się przygoda?) do stanowiska odprawy. - &lt;i&gt;Wasz bilet nie istnieje. Został skasowany przez system i prawdę mówiąc, nie potrafię powiedzieć dlaczego. &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Stewardessa rozłożyła ręce; skoro nie ma nas na liście, to nikt na lotnisku nie może nam pomóc. Linie lotnicze mają procedury na zagubione bagaże, spóźnienia, mgły, które uniemożliwiają start. Procedury na bilety-widma są mało konkretne, więc ich posiadacze muszą sobie radzić sami. Nawet gdy są (teoretycznie, bo R. miał osobny bilet, kupowany zupełnie inną drogą, który, rzecz jasna, nie został pożarty) samotnymi matkami z infantami na ręku przed transkontynentalną nocną podróżą.&lt;br /&gt;Panie w dziale sprzedaży biletów orzekły, że mogą nam jedynie sprzedać nowe bilety na tę samą podróż, a te, które zniknęły, możemy reklamować. Klasa ekonomiczna jest fully booked, więc bilety będą, rzecz jasna, dużo droższe. Poradziły dzwonić do call-center Lufthansy; bo one się biletami elektronicznymi nie zajmują...&lt;br /&gt;Call-center zajmowało się analizą naszego przypadku przez 50 minut. W tym czasie R. czekał na linii, albo wysłuchiwał kolejnych absurdalnych propozycji (pan dziś, pani jutro, pan dziś i pani też dziś, ale innymi samolotami, pani dziś zamiast pana, ale pan jutro i w tym stylu), strasznie przy tym klnąc, a ja biegałam za Dzikiem. Panie z lotniskowego działu sprzedaży biletów Lufthansy siedziały za swoimi blacikami i piłowały paznokcie. W końcu, dzięki ingerencji podmiotu zewnętrznego, który szczęśliwie dla nas wiedział gdzie wywrzeć nacisk, call-center wcisnęło wszystkich nas troje na samolot do Singapuru, tyle, że odlatujący nie z Monachium, a z Frankfurtu. Na koniec telefonistka zapytała: - &lt;i&gt;A dlaczego nie poszliście państwo z tym problemem do kas biletowych na lotnisku?&lt;/i&gt; Ech, Lufthanso...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8237507376089889607-2174167596316714368?l=dzik-jest-dziki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/feeds/2174167596316714368/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2012/02/bilet.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/2174167596316714368'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/2174167596316714368'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2012/02/bilet.html' title='bilet'/><author><name>szast.prast</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03385730891711482035</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-jgmieVXZXxg/TrWeNm4jiNI/AAAAAAAAABs/c0HwC_3REbA/s220/SAMA-190611-3215.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8237507376089889607.post-3663745646554312345</id><published>2012-02-17T05:24:00.000-08:00</published><updated>2012-02-17T05:24:09.197-08:00</updated><title type='text'>kupa</title><content type='html'>W sumie niczym się tym wyjazd nie różni od poprzednich.&lt;br /&gt;Spakowaliśmy się w trzy walizki; jak u trzech misi, poszeregowane gabarytowo. Największa, należąca do R., waży 26 kg, Dzik ma swoją mikro-walizeczkę.&lt;br /&gt;Zapomnieliśmy z pewnością mnóstwa rzeczy.&lt;br /&gt;Boimy się innych rzeczy: R. tego, że równikowa wilgoć obezwładni nas na kilka dni i że zaliczymy jet-lagową powtórkę z rozrywki: pięć dni aklimatyzacji. Ja boję się wielkiej kupy, którą trzeba będzie oporządzić w tyciej łazience, w przestrzeni powietrznej gdzieś pomiędzy Monachium a Singapurem. Oby nie była luźna!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8237507376089889607-3663745646554312345?l=dzik-jest-dziki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/feeds/3663745646554312345/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2012/02/kupa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/3663745646554312345'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/3663745646554312345'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2012/02/kupa.html' title='kupa'/><author><name>szast.prast</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03385730891711482035</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-jgmieVXZXxg/TrWeNm4jiNI/AAAAAAAAABs/c0HwC_3REbA/s220/SAMA-190611-3215.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8237507376089889607.post-4966425914328928839</id><published>2012-02-13T12:54:00.000-08:00</published><updated>2012-02-13T12:54:40.030-08:00</updated><title type='text'>zwyczajna</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-shbY8BsIxBY/Tzl4c29YqAI/AAAAAAAAADE/Zfwa3txDVNg/s1600/SAMA-110212-3448.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://4.bp.blogspot.com/-shbY8BsIxBY/Tzl4c29YqAI/AAAAAAAAADE/Zfwa3txDVNg/s640/SAMA-110212-3448.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8237507376089889607-4966425914328928839?l=dzik-jest-dziki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/feeds/4966425914328928839/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2012/02/zwyczajna.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/4966425914328928839'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/4966425914328928839'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2012/02/zwyczajna.html' title='zwyczajna'/><author><name>szast.prast</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03385730891711482035</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-jgmieVXZXxg/TrWeNm4jiNI/AAAAAAAAABs/c0HwC_3REbA/s220/SAMA-190611-3215.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-shbY8BsIxBY/Tzl4c29YqAI/AAAAAAAAADE/Zfwa3txDVNg/s72-c/SAMA-110212-3448.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8237507376089889607.post-2727347446272423682</id><published>2012-02-03T07:26:00.000-08:00</published><updated>2012-02-03T07:26:41.124-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż'/><title type='text'>ossana</title><content type='html'>Parkowanie zawieszone; mróz taki, że ortalion trzeszczy, a smarki w nosie zamarzają.&lt;br /&gt;Zwoje mam oblodzone, dlatego dziś nie będę dużo pisać, za to wiele pokażę:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://img84.imageshack.us/img84/4803/sama2501122237.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://img84.imageshack.us/img84/4803/sama2501122237.jpg" width="424" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://img193.imageshack.us/img193/6662/sama2301122216.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://img193.imageshack.us/img193/6662/sama2301122216.jpg" width="424" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://img406.imageshack.us/img406/2930/sama1801121946.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://img406.imageshack.us/img406/2930/sama1801121946.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://img39.imageshack.us/img39/7914/sama2101122095.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="424" src="http://img39.imageshack.us/img39/7914/sama2101122095.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://img825.imageshack.us/img825/7471/sama2201122125.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="424" src="http://img825.imageshack.us/img825/7471/sama2201122125.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://img849.imageshack.us/img849/2218/sama2201122138.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://img849.imageshack.us/img849/2218/sama2201122138.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://img37.imageshack.us/img37/9025/sama2101122037.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="424" src="http://img37.imageshack.us/img37/9025/sama2101122037.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://img190.imageshack.us/img190/4482/sama2201122152.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://img190.imageshack.us/img190/4482/sama2201122152.jpg" width="424" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://img814.imageshack.us/img814/3315/sama2701122440.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://img814.imageshack.us/img814/3315/sama2701122440.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8237507376089889607-2727347446272423682?l=dzik-jest-dziki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/feeds/2727347446272423682/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2012/02/ossana.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/2727347446272423682'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/2727347446272423682'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2012/02/ossana.html' title='ossana'/><author><name>szast.prast</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03385730891711482035</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-jgmieVXZXxg/TrWeNm4jiNI/AAAAAAAAABs/c0HwC_3REbA/s220/SAMA-190611-3215.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8237507376089889607.post-4397729592324207402</id><published>2012-02-02T14:09:00.000-08:00</published><updated>2012-02-02T14:09:46.909-08:00</updated><title type='text'>nergal</title><content type='html'>To się dzieje na raty, powoli, teoretycznie jest więc czas na to, aby się przygotować. Ale gdy się wydarza, i tak daje po synapsach. No gdzie ono się tego nauczyło? Dziecię, dotąd bezkonfliktowe, spokój zachowujące nawet podczas najtrudniejszych konfrontacji na placach zabaw, z wyrozumiałością przyjmujące rodzicielskie "nie", pewnego dnia spuszcza ci łomot. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Łomot jest reakcją na "nie", albo na cokolwiek ze zbioru: nie-rób-tak, nie-rób-tego, nie, nie-nie-nie, nein-nein-nein, nie chcę, dość, wreszcie, w ostateczności &lt;b&gt;stop z tłustym wykrzyknikiem!&lt;/b&gt;, tak jak ostatnio, gdy próbowałam Dzika spetryfikować pośród szklanych okruchów. Był słoik, nie ma słoika.&lt;br /&gt;- Nionio - kręci głową mały hultaj. Odskakuje w tył i pochyla tułów w moją stronę, manipulując w powietrzu dłońmi, która się mi niebezpiecznie kojarzy ze sposobem w jaki robi to jego dziadek. Młóci kończynami. Dźga palcami albo tym co w palcach dzierży. Tupie. Pręży ciałko, gdy złapany znienacka, odciągany jest z epicentrum na peryferia dizasteru.&lt;br /&gt;Prawie ukończony 16. miesiąc życia to czas na dopuszczenie do głosu wewnętrznego nergala.&lt;br /&gt;Uch, jakże męczący - dla obserwujących - jest proces formowania się osobowości.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8237507376089889607-4397729592324207402?l=dzik-jest-dziki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/feeds/4397729592324207402/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2012/02/nergal.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/4397729592324207402'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/4397729592324207402'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2012/02/nergal.html' title='nergal'/><author><name>szast.prast</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03385730891711482035</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-jgmieVXZXxg/TrWeNm4jiNI/AAAAAAAAABs/c0HwC_3REbA/s220/SAMA-190611-3215.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8237507376089889607.post-2069783778708285688</id><published>2012-01-29T13:06:00.000-08:00</published><updated>2012-01-29T13:06:02.789-08:00</updated><title type='text'>lufthansa</title><content type='html'>Gdyby nie Dziko, nie udałoby mi się wczoraj dotrzeć do domu o normalnej porze.&lt;br /&gt;Gnaliśmy jak wiatr; ale mimo że wyruszyliśmy ze sporym zapasem, to przejechanie 400 km spod Madonny do Monachium zajęło nam 7 godzin. Nie doceniliśmy siły kilku tysięcy zmotoryzowanych Polaków, którzy, podobnie jak my, by uniknąć korków, wrzucili tego ranka tygodniowe brudy do bagażników, zapakowali deski do trumien, a dzieci do fotelików i uderzyli na przełęcz Brennero - do domu. Sobotni eksodus turnusowych narciarzy z polskimi tablicami zakorkował austriacką autostradę. Na lotnisko dojechaliśmy więc w momencie startu samolotu.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Może jest spóźniony? &lt;/i&gt;- zagaiłam nieśmiało.&lt;br /&gt;No i był. O półtorej godziny. Łut szczęścia, z komplikacją w komplecie. Bo półtoragodzinna obsuwa pierwszego samolotu oznaczała, że nichu nie złapię kolejnego. Ech, pech.&lt;br /&gt;Poszliśmy negocjować z działem sprzedaży Lufthansy. Mój posklejany z okazji cenowych, kompletnie niepełnowartościowy w wypadku opóźnienia pierwszego przewoźnika bilet Monachium-Kraków-Warszawa zapragnęłam wymienić na jeden porządny, obsługiwany przez niemieckiego przewoźnika rejs - prosto do Warszawy, tego samego dnia oczywiście. Zero roszczeń, zero bagażu i Dziko na biodrze. Frau Gruber szukała rozwiązania przez dobre 10 minut.&lt;br /&gt;- &lt;i&gt;Owszem, to możliwe, za... 400 euro&lt;/i&gt; - lekko się zmarszczyła. - &lt;i&gt;No, chyba, że wylot jutro.&lt;/i&gt; &lt;br /&gt;- &lt;i&gt;Ale przecież there's no better way to fly niż Lufthansa. &lt;/i&gt;- zripostował przytomnie R. &lt;i&gt;- Słyszałem taką reklamę w niemieckim radiu, gdy tu jechałem.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;- &lt;i&gt;Bardzo mi przykro. Z Lufthansą lecicie tylko do Krakowa, dalej obsługuje was LOT. &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;No cóż, danke i dowidzenia, może złapiemy jeszcze jakiś pociąg z Krakowa do domu? To i tak lepsze niż podzielone na trzy doby 1500 km w aucie z jęczącym Dzikiem, który w kwestiach transportowych wykazuje zdecydowany deficyt cierpliwości. Przejazd z Polski do Włoch był rzeźnią, stąd pomysł z powrotem samolotem. &lt;br /&gt;Na biodrze siedział jednak wyjątkowo Frau rzuciła okiem i uchem w stronę Dzika, który prezentował właśnie świeżo odkrytą frazę "halo halo": &lt;i&gt;- Poczekajcie. Skonsultuję się z moim supervisorem.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Zniknęła na kwadrans. Superwajzor przejął się widać losem małego chłopczyka, bo cytując Frau Gruber, "dokonał autoryzacji niemożliwego". Lufthansa zdecydowała się wystawić nam bilety na przelot samolotem LOT-u, dwie godziny później, prosto do domu. Bez żadnej dopłaty. Czysta kurtuazja? Świetny interes! Doskonała stymulacja lojalności klienta. Także tego prawie szesnastomiesięcznego:-), który wyczuwając radość swych rodzicieli, odtańczył przed kontuarem Frau Gruber własną wersję tańca z "Czasem słońce, czasem deszcz". Obie wyprostowane ręce do góry, kilka obrotów z przytupem i własnoręcznie zgotowana owacja. Brawo, synu!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od wczoraj Dzik odreagowywuje dwa tygodnie niekończącej się imprezy; śpi prawie 12 godzin, potem nie schodzi mi z biodra, kręci nosem na makaron z sosem dyniowym, pojękuje, bierze pierwszą po długim czasie kąpiel (w naszym włoskim domu był jedynie prysznic, z którego chłopiec nie korzystał, ekhm, zbyt często...), zasypia przed 20:00, budzi się o 21:00, gotowy do zabawy, jemy hand-made nutellę kupioną w cukierni z Mezzanie, napycham pralkę kolejnymi porcjami prania, huczy Stadion Narodowy. Witaj, domu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8237507376089889607-2069783778708285688?l=dzik-jest-dziki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/feeds/2069783778708285688/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2012/01/lufthansa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/2069783778708285688'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/2069783778708285688'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2012/01/lufthansa.html' title='lufthansa'/><author><name>szast.prast</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03385730891711482035</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-jgmieVXZXxg/TrWeNm4jiNI/AAAAAAAAABs/c0HwC_3REbA/s220/SAMA-190611-3215.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8237507376089889607.post-5442847113233725062</id><published>2012-01-22T13:44:00.000-08:00</published><updated>2012-01-22T13:44:50.801-08:00</updated><title type='text'>guz</title><content type='html'>To co do tej pory pojawiało na łepetynie Dzika się kompletnie nie liczy. Jakieś pseudo-guziki, podszywający się element. Do dziś.&lt;br /&gt;Dziś na lewej części czoła naszego syna zakwitła śliwa, która ma i ten kolor i ten rozmiar. Sprawcą: kaloryfer. Nie znasz, matko, dnia ani godziny; jestem wypompowana, a to dopiero początek! Nie jestem w sobie wyobrazić tego, co się będzie działo potem, w tym czasie, gdy mali chłopcy dostają szwungu, który każe im strzelać z łuku do kury (mój mąż), zaglądać do studzienki kanalizacyjnej przykrytej betonowym włazem (mój brat), albo skracać sobie drogę do szkoły roztapiającym się jeziorem (mój ojciec). Jasne, wszyscy żyją i rozumu im na stare lata tylko niekiedy brakuje, tylko milionów matczynych neuronów wybitych przez nagłe stężenie kortyzolu żal...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8237507376089889607-5442847113233725062?l=dzik-jest-dziki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/feeds/5442847113233725062/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2012/01/guz.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/5442847113233725062'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/5442847113233725062'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2012/01/guz.html' title='guz'/><author><name>szast.prast</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03385730891711482035</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-jgmieVXZXxg/TrWeNm4jiNI/AAAAAAAAABs/c0HwC_3REbA/s220/SAMA-190611-3215.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8237507376089889607.post-1025154203260245137</id><published>2012-01-21T11:14:00.000-08:00</published><updated>2012-01-21T11:17:44.887-08:00</updated><title type='text'>chleb</title><content type='html'>Chleb, pszepaństwa, chleb.&lt;br /&gt;Czerstwy, świeży, kruszący się albo ścisły, w trydenckiej papierowej wersji (tzw. buła wydmuchana), albo jako ciabatta z kminkiem. Solo, z oliwą, z keczupem, z sosem z Coopa, z dodatkiem vongoli.&lt;br /&gt;Tylko chleb.&lt;br /&gt;Jeszcze trzy dni temu syn nasz chlebem gardził. Zlizał czasem smak jakiś z niego, pożuł przez chwilę, by wypluć na podłogę, podnieść i wykorzystać jako surowiec do lepienia.&lt;br /&gt;Od przedwczorajszego poranka, gdy wyzuta z sił, po kolejnej nocy poszatkowanej na półgodzinne odcinki, gdy zasnąć mi się udało dopiero nad ranem, a śniło mi się grubokalibrowo, gęsto i wymownie, nie sprostałam zadaniu przygotowania ulubionego dzikowego grysu i wręczyłam chłopakowi do łapy plaster papierowej buły. Licząc jedynie na tzw. przeczekanie (aż R. zjedzie z porannej narciarskiej sesji i zajmie się kaszą), dostałam prezent. Chlebożercę.&lt;br /&gt;Tryb chlebowy jest exclusive. Oznacza to, że chłopak nasz obecnie je wyłącznie chleb. Popija go herbatą - z&amp;nbsp; wkładką chlebową rozmoczoną w rudym płynie. Taka herbata jest najpyszniejsza, my, starzy, się kompletnie nie znamy na herbacie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Jestem ostatnio rozwałkowana przez zmęczenie. Tyle już się mówi/pisze (w dodatku &lt;a href="http://www.polityka.pl/nauka/czlowiek/1523107,1,o-niezwyklych-relacjach-doroslych-i-dzieci.read" target="_blank"&gt;mądrze&lt;/a&gt;) o hormonalnej ciszy, o bluesie położnic, o zapaści 4.dnia, o kryzysach rozwojowych dziecięcia, a wokół matczynego kryzysu 15 miesiąca - cisza! Mój prywatny kryzys, którego jestem samozwańczą odkrywczynią oraz apologetką, mam nadzieję, właśnie mija. Dziś udało mi się po raz pierwszy zasnąć sporo wcześniej niż o 5.00 rano i mimo, że w ciągu krótkiego alpejskiego dnia zrobiłam na jednej desce 18 km, wciąż żyję. Dycham i takie tam. Będę więc tu z pewnością częściej wpadać.&lt;/i&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8237507376089889607-1025154203260245137?l=dzik-jest-dziki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/feeds/1025154203260245137/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2012/01/chleb.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/1025154203260245137'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/1025154203260245137'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2012/01/chleb.html' title='chleb'/><author><name>szast.prast</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03385730891711482035</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-jgmieVXZXxg/TrWeNm4jiNI/AAAAAAAAABs/c0HwC_3REbA/s220/SAMA-190611-3215.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8237507376089889607.post-7121624663118367002</id><published>2011-12-27T14:08:00.000-08:00</published><updated>2011-12-27T15:18:51.405-08:00</updated><title type='text'>ta-dio!</title><content type='html'>Chciałabym być lingwistką-fonetystką ze słuchem totalnym.&lt;br /&gt;Umiałabym wtedy opisać barwę, budowę i konsystencję każdego sylabicznego ciągu produkowanego przez mojego syna. Ale nie jestem i mam przez to poczucie niedosytu. Bo dzikowe "ta-dio!" sprowadzone do czteroliterowego zapisu dźwięczy nijak. A w wersji dźwiękowej, serwowanej nam kilkanaście razy dziennie jest w nim radość przeciągnięta przez wibrujące gardełko, prosto z przepony, siła zawieszona na pierwszej sylabie, trochę zadziorności. Wydech i przytup. Lukier i kruszonka. Wszystko jest.&lt;br /&gt;Ta-dio! jest jak emblemat kwitnącej osobowości. Patrząc na naszego syna, widzę pięknie rozkwitającego człowieczka, który nie tylko przekroczył już 80 cm w linii prostej, zaczął jeść kozi bundz i gibać się na trampolinie, ale też śmiało i zdecydowanie wkracza w ten etap życia, który społecznym się zwie. Coraz mniej między nami niezrozumienia, coraz więcej współpracy:-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://img694.imageshack.us/img694/9113/dsc1642y.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://img694.imageshack.us/img694/9113/dsc1642y.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8237507376089889607-7121624663118367002?l=dzik-jest-dziki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/feeds/7121624663118367002/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2011/12/ta-dio.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/7121624663118367002'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/7121624663118367002'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2011/12/ta-dio.html' title='ta-dio!'/><author><name>szast.prast</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03385730891711482035</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-jgmieVXZXxg/TrWeNm4jiNI/AAAAAAAAABs/c0HwC_3REbA/s220/SAMA-190611-3215.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8237507376089889607.post-4265013741630194261</id><published>2011-12-05T12:58:00.000-08:00</published><updated>2011-12-05T13:25:38.911-08:00</updated><title type='text'>pestka</title><content type='html'>Od kilku dni zbieram się, żeby napisać o pestce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pojedynczej. Od wiśni. Suszonej.&lt;br /&gt;Przecisnęłam między palcami zawartość całej torebki: jeden plamiący owoc za drugim. Badałam palpacyjnie za każdym razem, gdy wrzucałam garść do owsianki. Kilka dni temu po raz ostatni. To co zostało na dnie torebki, zbadałam pobieżnie, w końcu miało wylądować w moich ustach.&lt;br /&gt;Transport właściwie był już zakończony, gdy Dzik podszedł do mnie, patrząc Tym Wzrokiem, kłującym palcem wskazując w stronę otworu gębowego mego. &lt;i&gt;Daj!&lt;/i&gt; zawisło w powietrzu. Dłoń zastygła w pół drogi. Dwa ostatnie rozciśnięte owoce od ust własnych odjęłam i wyciągnęła w stronę syna. Syn zgarnął je jak z szufelki i umiejscowił w swoich ustach, po czym, kołysząc się z boku na bok, odszedł w stronę zajęć bardziej frapujących (na najwyższej pozycji znajduje się obecnie wciskanie wtyczki do kontaktu). Pięć minut później podszedł i kujnął mnie palcem w kolano. &lt;i&gt;Patrz!&lt;/i&gt; - sięgnął palcami do ust i na małej dłoni, jak na miseczce, przekazał mi materiał dowodowy. Pestkę. Oszlifowaną śliną, dokładnie oczyszczoną z resztek miąższu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie skontroluję wszystkiego. Nie dam rady. Dlatego dałam sobie spokój z wielokrotnym przesuwaniem kuchennych krzeseł na bezpieczne pozycje. Bo od trzech dni ulubionym miejscem Dzika jest... stół. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://img31.imageshack.us/img31/2025/sama0212110747net.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://img31.imageshack.us/img31/2025/sama0212110747net.jpg" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8237507376089889607-4265013741630194261?l=dzik-jest-dziki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/feeds/4265013741630194261/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2011/12/pestka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/4265013741630194261'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/4265013741630194261'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2011/12/pestka.html' title='pestka'/><author><name>szast.prast</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03385730891711482035</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-jgmieVXZXxg/TrWeNm4jiNI/AAAAAAAAABs/c0HwC_3REbA/s220/SAMA-190611-3215.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8237507376089889607.post-2602423511521464780</id><published>2011-11-27T14:14:00.000-08:00</published><updated>2011-12-01T14:03:39.953-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kawiarnie'/><title type='text'>dziewiąta</title><content type='html'>Podobno nie było jeszcze takiej suszy. Listopadowej.&lt;br /&gt;Chrzęszczą suche liście, deptane podeszwami chłopczykowych bucików; na huśtawkach i zjeżdżalniach w Łazienkach pusto i cicho. Dzieci siedzą w domach?&lt;br /&gt;Dzik ma coraz bardziej precyzyjne oczekiwania wobec rzeczywistości; już nie jest podekscytowany odkryciem, że garść piasku, złapana w małe rączki, przecieka między rozcapierzonymi palcami. Kręcą go zjeżdżalnie. Posadzony na czubku, pokrzykuje i skanduje "patrzcie na mnie!" w swym gulgoczącym narzeczu. Łapie się za krawędzie, odpycha i leci w dół na pełnym furkocie. No chyba, że nieopatrznie ma na dupce spodnie, które furkot zdecydowanie osłabiają.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tydzień mija jak ciepły przeciąg; w poszukiwaniu dziecięcego towarzystwa odwiedzamy kolejne place zabaw pod dachem. Całujemy klamkę w &lt;a href="http://uwolnicmatke.blogspot.com/" target="_blank"&gt;uwolnićmatkę&lt;/a&gt;. Przez furtkę w wyciętym łukowato murku patrzę na wyczyszczony z zabawek ogród. Wykładany płytkami taras, na którym stały latem stoliki, jest przysypany suchym listowiem. Potem, w domu, wchodzę na stronę internetową mojej ulubionej rodzicielskiej kawiarni i widzę, że zamknęła się kilka tygodni temu. Szkoda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przy &lt;a href="http://kalimba.pl/flash_pl/" target="_blank"&gt;Pl. Wilsona&lt;/a&gt; ścisk, jazgot i półmrok. Pod ścianami, na kanapach, siedzą ojcowie. Krąg zmęczonych ptaszorów, kurtki rozłożone wokół jak mokre pióra. Oczy mają półprzymknięte, bruneci, blondyni i rudzi, szczęki rozluźnione. Świst, zamplifikowany chrobot, sapnięcie i od nowa. R. siada na ostatnim wolnym miejscu w kręgu, koło I., ojca Oliwiera. Nie słyszę o czym rozmawiają, ale widzę jak śledzą wzrokiem aktorkę z naszego ulubionego serialu, która, wiotka i kształtna jednocześnie, z płowym warkoczem, w rurkach i ach-swetrze kręci się kilka stopni niżej, między iBookiem rozstawionym na stoliku a półką pełną czytelniczych pokus. Też ją śledzę (zazdrosnym) wzrokiem; fokusuje się i na niej i na jej swetrze, z pewnością nie z sieciówki, z pewnością nie z przeceny. Dzik skoncentrowany na tu i teraz, okupuje zjeżdżalnię. Niczego mu więcej nie potrzeba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zjeżdżalnia jest też na &lt;a href="http://www.stopociech.pl/s/index.php" target="_blank"&gt;Nowym Mieście&lt;/a&gt;. Kubek wody z sokiem tu 1 zł, zupa - 5 zł, olbrzymi kawał ciasta - 7 zł, siedmiogodzinne warsztaty dla rodziców, którzy chcieliby przez te 7 godzin szacować, pod okiem wykwalifikowanych trenerów, ciężar własnego rodzicielstwa, a następnie spróbować go, choć tymczasowo, zdjąć ze swych barków - 80 zł. &lt;i&gt;- Może choć pobierają opłaty za wstęp? &lt;/i&gt;- pyta R., któremu wierzyć się nie chce, że istnieje instytucja, dla której finansowe przetrwanie jest jedynie jednym z wielu celów, zapisanych w statucie.&lt;br /&gt;W StuPociechach lubię wszystko. Atmosferę. Anturaż. Luzik jakiś taki, który łykam natychmiast gdy wkraczam na podwórze za kościołem św. Jacka i dystrybuuję wewnętrznie.&lt;br /&gt;Lubię budynek, w którym mieści się fundacja: dawne przedszkole, wykończone socrealistycznym dekorem o korespondującej z misją miejsca tematyce. Przeszklone wejście, przez które widać ciepło oświetloną recepcję, zawsze zapchaną wózkami. Zakręt z wieszakami - tymi dla rodziców i tymi dla dzieci, przybitymi na wysokości wygodnej dla ludzi o wzroście 80 (Dzikowym znaczy się). Kibelki! Z pampersami dla zapominalskich i workami izolującymi kompromitujące zapachy. To w stupociechowym kibelku Dzik po raz pierwszy skorzystał z umywalki na stojąco; w domu brakuje mu jeszcze trochę centymetrów.&lt;br /&gt;Fajne są zajęcia; wprawdzie na płatne, pełzająco-turlające nie udało nam się jeszcze zapisać (kolejka podobna jak w państwowych przedszkolach - trzeba się zapisywać z aktem narodzin nowego człowieka w dłoni), ale byłam kilka razy na darmowych. W czwartek o 15:00 na ten przykład. Konstrukcje z bezpiecznych mat, setki piłeczek, bańki mydlane, czeredka rozentuzjazmowanej dzieciarni i wolna amerykanka. Dzik po kilkugodzinnej sesji w StuPociech odpływa w ciągu 5 sekund.&lt;br /&gt;Lubię też politykę barową. Nie dla koka-koli (szkoda, że nie ma spod lady; dla rodziców), tak dla wody z sokiem. Ciastka owsiane, szarlotka i pleśniak. Można przynieść własne jedzenie, karmić łyżeczką albo pozwolić małemu człowiekowi przejąć kontrolę nad jedzeniem. Rozczuliło mnie ostatnio ogłoszenie o zbiórce na czekoladziarkę. Każda kawa z pianką, wypita przy barze, może się przyczynić do zakupu aparatu do robienia czekolady. Wzruszająca przezroczystość i proste zasady; płacisz = pijesz = inwestujesz. Nie tylko we własne dobre samopoczucie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaglądamy też do &lt;a href="http://www.kredkafe.pl/" target="_blank"&gt;Kredkafe&lt;/a&gt;. Jest pora obiadu, kompletna pustka. Zamawiamy zupę (10 zł), marchew i jabłko wyciśnięte do szklanki (8 zł), naleśniki bez wypełnienia (7 zł). Dopiero po 15:00 zaczynają się schodzić inne dzieci. Dzik z zapałem ćwiczy wdrapywanie się po schodach na drewniane pięterko, do oszklonej antresoli. Żeby zalegalizować jego pobyt na poziomie dla dzieci 3+, włażę tam za nim. Siadam na czystej wykładzinie. Syn walczy ze śliską stroną mocy (zjeżdżalnia), ja tymczasem walczę z pokusą, żeby zajrzeć do znajdującej się drzwi-w-drzwi księgarni, należącej do tych samych dwóch dziewczyn, które prowadzą Kredkafe. Pokusa okazuje się jednak silniejsza. Dziko przejmuje kontrolę na kubełkiem z kredkami, ustawionym w kąciku. Rozrzuca je po podłodze. Próbuje stawiać znaczki na kartce. Ja bardzo staram się za bardzo nie przyglądać temu, co stoi na półkach. Nadaremnie; bo wychodzę z dwoma książkami: &lt;a href="http://merlin.pl/Grzeczna_Gro-Dahle-Svein-Nyhus/browse/product/1,866033.html" target="_blank"&gt;grzeczną&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://merlin.pl/Wlosy-mamy_Gro-Dahle/browse/product/1,758532.html" target="_blank"&gt;smutną&lt;/a&gt;. R. kręci głową i mówi, że wybrałam książki, których jeszcze długo nie będę mogła czytać Dzikowi. A gdy już przyjdzie czas, to chłopak i tak nie będzie rozumiał dlaczego Lusia staje się niewidzialna. Oby.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://img840.imageshack.us/img840/6240/sama0626net.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://img840.imageshack.us/img840/6240/sama0626net.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8237507376089889607-2602423511521464780?l=dzik-jest-dziki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/feeds/2602423511521464780/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2011/11/dziewiaty.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/2602423511521464780'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/2602423511521464780'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2011/11/dziewiaty.html' title='dziewiąta'/><author><name>szast.prast</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03385730891711482035</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-jgmieVXZXxg/TrWeNm4jiNI/AAAAAAAAABs/c0HwC_3REbA/s220/SAMA-190611-3215.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8237507376089889607.post-2584761792624086276</id><published>2011-11-20T08:35:00.000-08:00</published><updated>2011-11-20T08:35:25.812-08:00</updated><title type='text'>ósma</title><content type='html'>Déjà vu, déjà vécu - bo znów przebijam się przez ten sam zestaw emocji. W komplecie jest zachwyt nad&amp;nbsp; algorytmem rozwoju człowieka i niezgoda na to, że kolejny z etapów tego rozwoju mija tak szybko. Wkrótce Dzik przestanie raczyć nas wieczornymi oratorskimi popisami, łańcuchy gulgoczących sylab zaczną pękać na pojedyncze słowa. Skończy się czas wokaliz dla przyjemności, pojawiają się konkretne komunikaty. Pytania. Żądania.&lt;br /&gt;Niebawem naszego syna przestanie bawić łomot spadających z szafki książek. Przestanie jednym ruchem zgarniać zawartość półek na podłogę - także tych półek, które nie stoją w jego rodzinnym domu. &lt;br /&gt;Odkryje stałą zależność pomiędzy większym a mniejszym; wciskanie nocnika do pralki oraz manewrowanie rączką od łyżeczki w szyjce butelki przestanie być najbardziej fascynującym z wszystkich dostępnych w polu widzenia doświadczeń.&lt;br /&gt;A pilot przestanie być zabawką totalną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choć nie chce mi się w to wierzyć, widzę, że syn nasz wkrótce zacznie rozumieć, dlaczego nie należy się bawić pojedynczo pakowanymi kostkami do zmywarki. Na razie jedynie jest świadom, że kostki to w naszym domu towar ścisłego zarachowania i nie należy się nimi bawić, co oczywiście oznacza, że z pełną premedytacją dąży do spełnienia w tej dziedzinie. Ostatnio gdy dorwał się do jedynej tabu-szafki w naszej kuchni, zaczął wyrzucać kostki z pudełka, wydając z siebie ekstatyczne dźwięki. Ne! Ne! Buch! Jedna kostka na podłogę! Ne! I buch, i kolejna!&amp;nbsp; Ne-ne-ne! I jeszcze jedna! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na razie cieszę się ostatnimi chwilami z małym odkrywcą i powoli witam małego naśladowcę. Kilka dni temu Dzik nie poprzestał na zrzuceniu książek na ziemię i, gdy regał był już pusty, zaczął je na nowo na nim układać. Po swojemu. Wczoraj z kolei przejął od ojca swego panowanie nad odkurzaczem. Fachowo złapał rurę i zaczął posuwistym ruchem odkurzać kątek, w którym spędza najwięcej czasu. Ech, faza destrojera trwa zdecydowania zbyt krótko.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8237507376089889607-2584761792624086276?l=dzik-jest-dziki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/feeds/2584761792624086276/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2011/11/osma.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/2584761792624086276'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/2584761792624086276'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2011/11/osma.html' title='ósma'/><author><name>szast.prast</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03385730891711482035</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-jgmieVXZXxg/TrWeNm4jiNI/AAAAAAAAABs/c0HwC_3REbA/s220/SAMA-190611-3215.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8237507376089889607.post-6242595310239600377</id><published>2011-11-16T13:54:00.000-08:00</published><updated>2011-11-16T15:24:14.102-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='park'/><title type='text'>siódma</title><content type='html'>Dziś kurs na Powiśle; przebić się tam z góry, czyli z Alei Jerozolimskich wcale nie jest łatwo. Panowie trzej, którzy zaprojektował Most Poniatowskiego, skutecznie zabezpieczyli ciągi komunikacyjne w wieżyczkach przed matkami, które miałyby kaprys skorzystania z nich z wózkami. Schody w baszcie od strony Śródmieścia, prowadzące na Powiśle są nie do sforsowania. Przynajmniej nie dla mnie i dla A. Odpuszczamy więc - na chwilę &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczęśliwie, tuż obok otwarte jest Muzeum Wojska Polskiego; miejsce idealne na przegrupowanie sił. Parkujemy przy jednej z ławek, Dzik ćwiczy defiladowy krok między wypolerowanymi na błysk myśliwcami (tabliczki ostrzegają, że dzieci poniżej 6 roku życia nie mogą same wchodzić do kokpitów). Rozika, która nie decyduje się mu towarzyszyć, obserwuje go z wózka. Łapię chłopczyka, wrzucam go do &lt;a href="http://doux-doux-doux-doux.blogspot.com/" target="_blank"&gt;nosidła&lt;/a&gt; A., a A. instaluje Rozikę w moim &lt;a href="http://pogodzinach7.blox.pl/html" target="_blank"&gt;mejtaju&lt;/a&gt;. Ruszamy. Z roczniakami na piersiach, wózkami w jednej ręce, torbami w jednej, turlamy się powoli, po niekończących się schodach w dół. Udaje się; jesteśmy w Parku na Książęcem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dawny książęcy teren spacerowy (założony przez najstarszego brata króla Stanisława Augusta Poniatowskiego) to klasyczny tranzytowiec, taki na jeden przeciąg. Choć brak w nim czegokolwiek co mogłoby na dłużej zabawić żądnego wrażeń roczniaka - bardzo go lubię. Za spadziste ukształtowanie, klasycystyczny sznyt i ukrytą pod zwałami ziemi tajemnicę - rotundę Elizjum, czyli podziemną imprezownię książąt Poniatowskich, wysoką na 8 metrów (!), do której bardzo bym się chciała któregoś dnia wbić. Latem przy stawie koło Książęcej działała Dolina Muminków; miejsce, po którym sobie dużo z R. obiecywaliśmy, a które okazało się być własną karykaturą - postawioną z płyt paździerzowych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Park na Książęcem połyka się w kwadrans; ale tuż za Książęcą rozciąga się kolejny zielony (a o tej porze roku: żółto-brązowy) teren. Park im. Rydza-Śmigłego. Jeden z moich największych parkowych faworytów w Warszawie; wkrótce napiszę o nim coś więcej, a na razie wrzucam listopadowy obrazek z okolic alei księdza Stanka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://img51.imageshack.us/img51/778/parkn.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://img51.imageshack.us/img51/778/parkn.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8237507376089889607-6242595310239600377?l=dzik-jest-dziki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/feeds/6242595310239600377/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2011/11/siodma.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/6242595310239600377'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/6242595310239600377'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2011/11/siodma.html' title='siódma'/><author><name>szast.prast</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03385730891711482035</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-jgmieVXZXxg/TrWeNm4jiNI/AAAAAAAAABs/c0HwC_3REbA/s220/SAMA-190611-3215.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8237507376089889607.post-1807156651869251720</id><published>2011-11-15T15:39:00.000-08:00</published><updated>2011-11-15T15:39:15.244-08:00</updated><title type='text'>szósta</title><content type='html'>Dzień inicjatyw/inicjacji.&lt;br /&gt;Inicjatywę przejmuję i na ścianie pod domofonem urządzam domowe studio pomiarowe. Pierwsza kreska jest ciemnozielona (&lt;i&gt;- Ołówkiem, kobieto, ołówkiem!&lt;/i&gt;), drżącą ręką wyrysowana na wysokości 80 cm. Nie możemy się z R. dogadać co do gęstości, z jaką powinny się pojawiać kolejne.&lt;br /&gt;Przy okazji pomiarom zostaje poddana również stopa. 13 cm przekroczone.&lt;br /&gt;Inicjację zalicza zaś Dzik; chłopczyk odkrywa potencjał kryjący się we własnym płynie ustrojowym i strzyka nim efektownie po dywanie, nie przerywając jednocześnie słowo-ślino-toku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W naszym domu pojawia się też kolejny żywy domownik. Dostaje gliniany garnek i ciepłą miejscówkę koło kaloryfera. Nie ma jeszcze imienia, ale zgodnie z tradycją pączkującą wśród domowych piekarzy z pewnością niedługo je otrzyma. Eugeniusz Kwas?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8237507376089889607-1807156651869251720?l=dzik-jest-dziki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/feeds/1807156651869251720/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2011/11/szosta.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/1807156651869251720'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/1807156651869251720'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2011/11/szosta.html' title='szósta'/><author><name>szast.prast</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03385730891711482035</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-jgmieVXZXxg/TrWeNm4jiNI/AAAAAAAAABs/c0HwC_3REbA/s220/SAMA-190611-3215.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8237507376089889607.post-3743288685459053007</id><published>2011-11-11T12:42:00.000-08:00</published><updated>2011-11-11T14:56:09.215-08:00</updated><title type='text'>piąta</title><content type='html'>Pięknej daty (11.11.11) dnia wyjeżdżamy z miasta. Pastis, paella w wersji podwarszawskiej, ciasto jak chmurka, upieczone dłonią kapitana S. Gadu gadu, pitu pitu, tymczasem Dzik biega, segreguje, wdrapuje się. Krzesło, maszyna do szycia, kominek (wygaszony). Nie jestem zaskoczona - syn mój wdrapał się wczoraj w &lt;a href="http://www.izumisushi.eu/"&gt;ę-ą-restauracji&lt;/a&gt; na dwa jaskrawozielone krzesełka z Ikei naraz, rozbujał je, a potem efektownie grzmotnął na ziemię, nie robiąc krzywdy ani sobie, ani krzesełkom. R. jest za to wyraźnie wstrząśnięty. W pewnym momencie tracimy Dzikiego z oczu; okazuje się, że zawodnik jest już na zakręcie schodów prowadzących na pierwsze piętro.&lt;br /&gt;Gdy wychodzimy, Ząbki są przyduszone dymem; ostry zapach palących się liści wciska się wszędzie.&lt;br /&gt;Wracamy Wałem Miedzeszyńskim; w ostatniej chwili uciekam ze zjazdu na Most Łazienkowski. Pojadę tym ładniejszym, Siekierkowskim, mówię do R., który przedstawia Dzikowi korzyści płynące z przesypiania drogi do domu. Kwadrans i wjeżdżam na pustą, kilkanaście dni temu wylaną świeżym asfaltem ulicę. Cicho jak makiem zasiał i mlekiem poprawił.&lt;br /&gt;Otwieramy tv: Plac Konstytucji zdemolowany przez 10 tysięcy patriotów. Patrioci zamiast sztandarów niosą gołe drzewce, ekstazę obywatelską cnotliwie chowając pod kominiarkami. Płyną rzeką szeroką w stronę Placu na Rozdrożu, przelewają się bokami, na Trasę Łazienkowską. Cud, żeśmy się nie wpakowali w sam środek Dnia Niepodległości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://img341.imageshack.us/img341/5688/dsc0378m.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://img341.imageshack.us/img341/5688/dsc0378m.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8237507376089889607-3743288685459053007?l=dzik-jest-dziki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/feeds/3743288685459053007/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2011/11/piata.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/3743288685459053007'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/3743288685459053007'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2011/11/piata.html' title='piąta'/><author><name>szast.prast</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03385730891711482035</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-jgmieVXZXxg/TrWeNm4jiNI/AAAAAAAAABs/c0HwC_3REbA/s220/SAMA-190611-3215.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8237507376089889607.post-6274717977686849283</id><published>2011-11-09T11:14:00.000-08:00</published><updated>2011-11-09T11:19:20.010-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='park'/><title type='text'>czwarta</title><content type='html'>Dobrze jest spotkać inną matkę i zobaczyć swoje niemal-że-odbicie. A w odbiciu wszystko to, co się w sobie hołubi, jednocześnie trochę się wstydząc: zestaw matczynych cnót/wad wśród których jedną z ważniejszych jest zachwyt nad własnym dzieckiem. Niemal bezkrytyczny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odkładając na bok dyskusję na temat czy zdrowe to czy nie, przyznać się muszę, że nieprzerwanie mnie Dzik zachwyca.&lt;br /&gt;Zachwyca mnie gracja i konsekwencja, z jaką zdobywa kolejne stopnie ruchowego rozwoju. Aktualnie chłopczyk z upodobaniem ćwiczy sprinty zakończone padem na ugięte ramiona. Imponuje mi jego otwartość; wczoraj Dzik zadebiutował na huśtawce. W ciągu kilkunastu sekund rozkminił instrukcję jej obsługi i tak się rozbujał, że dostałam oczopląsu.&lt;br /&gt;Zachwyca mnie jego interaktywność; dziś zajrzał do mnie do łazienki i zaczął tupać po podłodze, żądając abym mu wtórowała (kilka uderzeń piętami o płytki wywołało eksplozję radości). Przedwczoraj przyniósł swój kubek. I stuknął mnie nim wymownie w kolano. Mamo, pusto! &lt;br /&gt;Zachwyca mnie to, że ma określone upodobania kulinarne. Nie przepada za mięsem, jest za to fanem owsianki z rodzynkami, kaszy jęczmiennej, bananów, pomidorów i przejrzałych ogórków gruntowych, takich, które są lekko kwaśne.&lt;br /&gt;Lubię sposób w jaki reaguje na nowe, trudne sytuacje komunikacyjne - chociażby z innymi dziećmi. Pojawia się napięcie, potencjalna bitwa o zabawkę? Dzika strategia? Spokój i przekierowanie uwagi na coś innego.&lt;br /&gt;Uwielbiam moment w którym R. wraca do domu. &lt;i&gt;- Tata, tata, tata &lt;/i&gt;- skanduje mały chłopczyk. Potyka się o własne nogi, biegnąc do przedpokoju.&lt;br /&gt;Kiedyś A. powiedziała mi, że uwielbia sposób w jaki jej córka płacze. Tak, też jestem jedną z tych matek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A debiut huśtawkowy miał miejsce w Parku Saskim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://img337.imageshack.us/img337/479/sama0811110349net.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://img337.imageshack.us/img337/479/sama0811110349net.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://img253.imageshack.us/img253/3033/sama0811110331net.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://img253.imageshack.us/img253/3033/sama0811110331net.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://img215.imageshack.us/img215/9541/sama0811110317net.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt; &lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://img215.imageshack.us/img215/9541/sama0811110317net.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://img215.imageshack.us/img215/9541/sama0811110317net.jpg" width="425" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://img215.imageshack.us/img215/9541/sama0811110317net.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8237507376089889607-6274717977686849283?l=dzik-jest-dziki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/feeds/6274717977686849283/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2011/11/czwarta.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/6274717977686849283'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/6274717977686849283'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2011/11/czwarta.html' title='czwarta'/><author><name>szast.prast</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03385730891711482035</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-jgmieVXZXxg/TrWeNm4jiNI/AAAAAAAAABs/c0HwC_3REbA/s220/SAMA-190611-3215.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8237507376089889607.post-6346594946262470411</id><published>2011-11-06T16:09:00.000-08:00</published><updated>2011-11-06T16:09:03.692-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pierwszy raz'/><title type='text'>trzecia</title><content type='html'>&lt;i&gt;- Czy Dzik zrobił dziś coś, czego nie zrobił nigdy wcześniej?&lt;/i&gt; - pytam R, gdy ten przywozi zaróżowionego od wieczornej podróży chłopczyka. Wyjechali o 6:00, wrócili 14 godzin później. Wyspałam się. Stęskniłam.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Chyba nie.&lt;/i&gt; -&amp;nbsp; R. skanuje wewnętrzny zapis męskiej wyprawy na warmińską wieś; prawie widzę jak zapala mu się iluminacja w podczaszkowej bibliotece. -&lt;i&gt; Zaraz, zaraz... - &lt;/i&gt;mąż mój włącza dopalanie, para bucha mu z uszu, czoło faluje mu w sposób zdradzający zaawansowany proces myślowy, oczy błyszczą. - &lt;i&gt;Tak! Przyszedł do niego kotek.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- I co? I co? &lt;/i&gt;- dopytuję.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- I nic. Przyszedł i sobie poszedł.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc dziś, wyjątkowo, zdarzył się dzień bez żadnego pierwszego razu. Niemożliwe.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8237507376089889607-6346594946262470411?l=dzik-jest-dziki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/feeds/6346594946262470411/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2011/11/trzecia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/6346594946262470411'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/6346594946262470411'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2011/11/trzecia.html' title='trzecia'/><author><name>szast.prast</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03385730891711482035</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-jgmieVXZXxg/TrWeNm4jiNI/AAAAAAAAABs/c0HwC_3REbA/s220/SAMA-190611-3215.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8237507376089889607.post-8846491698696281414</id><published>2011-11-05T12:20:00.000-07:00</published><updated>2011-11-05T15:44:34.827-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='park'/><title type='text'>druga</title><content type='html'>Podobno to ostatnie takie dni.&lt;br /&gt;14 stopni, listopadowe światło, miękkie i złociste. Filtr na zmęczone spojrzenie, jednocześnie idealny korektor na cienie pod oczami. Liści ostatki na gałęziach; z liści poduchy na ziemi - wciąż świeże, pełne soków, jeszcze nie chrupkie. Leżą w kopcach przygotowanych przez służby odliściania miasta.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;[bycie matką jest jak uniwersytet któregoś z kolei wieku; dopiero w tym roku tak naprawdę dowiedziałam się, dlaczego liście żółkną]&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Śpimy długo. Budzimy się energicznie. Mlask, mlask, Dzik ściąga ze stołu kawałek czekolady (70% kakao), wędruje ze zdobyczą na parapet pod oknem, siada i delektuje się nowym smakiem. Puk, puk, chłopczyk wystukuje podeszwą trzewika sobotni rytm w windzie, śmieje się do swojego odbicia, gdy zjeżdżamy na poziom minus jeden. Do nowo otwartego parku im. Porazińskiej mamy 4 i pół km, więc wsiadamy w auto. Tymczasem A., mama Maurycego, obywatelka Południowego Śródmieścia, tnie wózkiem miejskie krawężniki. &lt;br /&gt;Park Porazińskiej to parczek właściwie, trochę większy skwerek między blokami na Powiślu; między drzewami widzę korty obok sali gimnastycznej na Solcu, gdzie kiedyś, w poprzednim, wyłącznie dorosłym życiu, regularnie łoiliśmy w badmintona. W parku jest kilka krzyżujących się alejek wyłożonych kostką, ławka pokryta świeżymi malunkami, których niedoskonałość jest wzruszająca. Na płocie wokół przedszkola siedzą stwory kiedyś powołane do życia przez panią od Płomyczka - ulepione z masy plastycznej, są równie tandetne jak gipsowe krasnale, sprzedawane przy trasie z Poznania do granicy z Niemcami.&lt;br /&gt;Siadamy z R. i A. na ławce, wyciągamy termosik z zaparzonym w domu rooibosem, Dzik z okrzykiem ekstazy rzuca się w chłodny piach, tam gdzie najgęściej od dzieci. Dziwnie, czuję się nie jak na Powiślu, ale w Sztokholmie. To przez to podbiegunowe niemal światło, ale też przez fakt, że na placu zabaw są - oprócz nas - sami ojcowie i dziadkowie. Ani jednej kobiety. Ach, przecież dziś sobota!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://img843.imageshack.us/img843/815/dsc0242net.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://img843.imageshack.us/img843/815/dsc0242net.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://img41.imageshack.us/img41/6407/dsc0252net.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://img41.imageshack.us/img41/6407/dsc0252net.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Park im. Janiny Porazińskiej to najmłodszy z ponad 80 parków w Warszawie. Oficjalnie otwarto go we wrześniu tego roku. Jest maleńki, wręcz chusteczkowy, wciśnięty między Ludną, Orłowskiego i uliczkę wytyczoną na tyłach lokalnego OSiRu. Wstyd przyznać, ale gdy zaglądam do Wikipedii, żeby poczytać o pani od wierszy i bajek (oraz szwedzkich tłumaczeń), która na większość życia zahaczyła się przy niedalekim Solcu, okazuje się że zapomniałam, że to ona wymyśliła Wojtusia od popielnika, Dorotkę, co tańcowała dokoluśka i Szewczyka Dratewkę. Może dlatego, że owi chłopcy i dziewczyna, w przeciwieństwie do choćby G-załogantów, nie należeli do herosów mojego dzieciństwa? Ciekawe kto stanie się pierwszym bohaterem Dzika?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8237507376089889607-8846491698696281414?l=dzik-jest-dziki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/feeds/8846491698696281414/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2011/11/druga.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/8846491698696281414'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/8846491698696281414'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2011/11/druga.html' title='druga'/><author><name>szast.prast</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03385730891711482035</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-jgmieVXZXxg/TrWeNm4jiNI/AAAAAAAAABs/c0HwC_3REbA/s220/SAMA-190611-3215.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8237507376089889607.post-180754518495346893</id><published>2011-11-04T15:07:00.000-07:00</published><updated>2011-11-05T14:00:39.263-07:00</updated><title type='text'>pierwsza</title><content type='html'>Zmiany mi trzeba.&lt;br /&gt;Mogłabym zmienić pralkę na nową, wprowadzić jakieś urozmaicenie w codziennym łańcuchu wydarzeń, ale postanowiłam zmienić tzw. operatora.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego właśnie &lt;a href="http://www.olaboga.blog.pl/"&gt;stąd&lt;/a&gt; przenoszę się tu. Szkoda, że nie mogę zabrać ze sobą 7 lat okazyjnie wstukiwanych notek. Mogę jednak mieć nadzieję na kolejne 7 - i tego sobie życzę w dniu 13. miesięcznicy mego syna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://img848.imageshack.us/img848/3381/netsama0211110105.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://img848.imageshack.us/img848/3381/netsama0211110105.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://img812.imageshack.us/img812/4355/sama0211110105.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8237507376089889607-180754518495346893?l=dzik-jest-dziki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/feeds/180754518495346893/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2011/11/pierwsza.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/180754518495346893'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8237507376089889607/posts/default/180754518495346893'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzik-jest-dziki.blogspot.com/2011/11/pierwsza.html' title='pierwsza'/><author><name>szast.prast</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03385730891711482035</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-jgmieVXZXxg/TrWeNm4jiNI/AAAAAAAAABs/c0HwC_3REbA/s220/SAMA-190611-3215.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
